Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Dzienniki... koszykarskie? koszykowe?

Najpierw była książka. Znaleziona za regałem w bibliotece - chyba zsunęła się przypadkiem, bo nikt jej nie pożyczał wcześniej. Książka pachniała kurzem bibliotecznym i niezdrową podnietą. Zwłaszcza na stronach, na których Jim Carroll opisywał orgie i odloty ze swoim udziałem. Droga na dno była długa i wyboista, a przy tym bardzo wiarygodna. Dlatego, choć nie znoszę "heppi-endów", z ulgą doczytałam, że Jim wyszedł w końcu z tego wszystkiego cało. Że żyje i ma się dobrze.

Teraz obejrzałam film. Było nieźle. Oto nastoletni chłopak imieniem Jim (młody "Dikaprjo) marzy, by zostać gwiazdą koszykówki. Tylko że sport też okazuje się pozbawionym zasad fair play. Okradanie przeciwnej drużyny i wyraźnie przystawiający się trener to nie jedyne "rozrywki" Jima. Jest jeszcze wąchanie kleju, łykanie wszystkiego co daje "kopa", bijatyki, drobne rozboje i wysłuchiwanie nawiedzonej sąsiadki, która na zmianę: modli się i ruga świętą trójcę najpodlejszymi z obelg...

A w przerwach jest jeszcze pisanie dziennika i poezja, bo Jim ma talent i pisze, a jego koledzy (m.in. młody "Łolberk") - mimo, że ćpają i rozrabiają nietęgo - szanują pisaninę kolegi i nie śmieją się z jego zapisków, gdy je znajdą i czytają ukradkiem... Tia - już widzę podobną scenę na naszych podwórkach.

No więc Jim przeżywa coraz to nowe katusze - związane z dojrzewaniem i z tym, co sobie sam zafunduje, kłócąc się z matką, trenerem i księżmi, prowadzącymi jego szkołę. Aż w końcu umrze jego najlepszy przyjaciel i wtedy Jim straci już resztę kontroli nad swoim życiem. Wyleci z drużyny koszykarskiej, ze szkoły i z domu, i zacznie ostro ćpać, ładując w siebie heroinę. Będzie musiał stoczyć się na samo dno, żeby znów odzyskać wiarę w siebie i chęć do dalszej egzystencji.

Przyznam się szczerze, że w miarę posuwania się projekcji do przodu, czułam, jak zapadam się wgłąb fotela. Uwierzyłam głównemu bohaterowi i razem z nim wznosiłam się, gdy był na odlocie, a potem spadałam w dół - po równi pochyłej, gdy staczał się w coraz większe bagno. Seans wyczerpał mnie mocno psychicznie. To jeden z tych filmów, gdzie po skończonej projekcji masz ochotę ukradkiem obejrzeć sobie żyły.

Nie napiszę jednak, że to udana produkcja. Mimo młodych gwiazd i świetnego materiału na scenariusz - polecam ten film tylko tym, którzy mają ochotę w któryś wieczór solidnie się zdołować. A że jesień za pasem... Może lepiej nie fundować sobie depresji. Są lepsze metody na zepsucie sobie nastroju ;)


Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook