Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wejdź smoku!

On go łupie z półobrotu, a ten mu oddaje z piąchy, więc ten się wkurza i daje mu kopa, i wtedy tamten...

Mniej więcej w ten sposób można streścić większośc filmów tzw. "kina kopanego". Spośród jednak wielu pozycji, uchodzących dziś za klasyczne, "Enter the Dragon" urasta do rangi symbolu i legendy.

Fabuła jest prosta: Bruce Lee gra super wojownika kung fu, któremu nikt nie podskoczy - taki jest dobry! Lee dla zmylenia przeciwnika gra bohatera który nazywa się... Lee - to tak dla ułatwienia, żeby widz oglądający film mógł się połapać: who is who. No więc Lee ćwiczy i medytuje, a jak trzeba to naucza albo spuszcza łomot temu, co mu podskoczy, aż tu nagle jego "miszcz" wzywa go do siebie i mówi mu, że jest taki jeden - zdrajca (Han się nazywa) i że teraz jemu należą się wciry. Żeby główny bohater nie miał wątpliwości, że dobrze robi - okazuje się jeszcze, że przez nasłanych przez tego chama... tzn. Hana zbirów, siostra Lee musiała popełnić harakiri.
Bez dalszych, zbędnych ceregieli, nasz bohater udaje się więc na organizowany przez Hana co trzy lata wielki turniej kung fu i funduje mu tam istne sushi. Oczywiście, żeby było poprawnie politycznie - obok azjatów kopiących się w nienagannie wykrochmalonych kimonach, w szranki stają także białas i murzyn z okazałym afro na głowie. A wszystko kończy się happy endem.

Tak wygląda historia filmowa - dziwnie gorzko spleciona z rzeczywistością. Opowieści i legend na temat tego filmu krąży milion - wzmacnianych dodatkowo tajemniczą śmiercią Bruce'a Lee.

Dla mnie ten film się obronił. Nie przepadam za "kinem kopanym" i śmieszą mnie niektóre filmowe "patenty" z lat 70., które zastosowano przy realizacji tej produkcji, ale nie zrezygnowałam z projekcji ani na moment. Wciągnęła mnie ta uniwersalna i ponadczasowa opowieść, najprostsza z historii, którą znamy i którą oglądaliśmy już w milionach wersji: gdy człowiek rozprawia się ze złem, żeby zapanowało dobro.

Poza tym przyznajcie, że widok Lee z twarzą i torsem podrapanymi do krwi stał się znakiem rozpoznawczym kina tamtym lat. Ikoną podobną do tej, jaką symbolizowała uniesiona sukienka MM w "Słomianym wdowcu" ;)

Zamiast post scriptum:
Pozostaje jeszcze kwestia rozszyfrowania tytułu. Czemu akurat "Wejście smoka"? Wie ktoś może?
Zainteresowanych tematem odsyłam na stronkę:
http://www.ap.krakow.pl/nkja/literature/genres1/04a.html

Ja mam taką teorię, że to Bruce Lee jest tym smokiem ( w końcu urodził się w roku smoka, co nie?) i to jest jego pierwszy film amerykański, w którym zagrał główną rolę, więc on wchodzi w to całe hollywood i spuszcza im wszystkim niezły łomot ;)

Aika Aika

Moim zdaniem z tego samego powodu, co np. film "Dragons forever" nazywa się "Dragons forever" ^_^

Myślę też, że to że Lee nazywa się Lee, to tzw. "małe miki", w porównaniu z faktem, że postacie grane przez Jackiego Chana notorycznie nazywają się "Jackie". W końcu nazwisko Lee to najczęściej występujące nazwisko na Ziemi http://pl.wikipedia.org/wiki/Li_%28nazwisko%29 a Jackie to zwykle imię żeńskie. ^_^
http://en.wikipedia.org/wiki/Jacqueline_%28given_name%29

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Tak, ten film to klasyka i oczywiście przede wszystkim dzięki legendzie Bruce Lee. Gdyby powstał teraz, przeszedłby bez echa.

Ale jest w tym filmie co najmniej jedna scena, która zapisała się w historii kina. Scena walki w salonie luster, w której Bruce Lee zaczyna tłuc pięścią kolejne lustra...

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook